sobota, 6 lutego 2021

  Była zagubiona. Jej myśli dudniły w głowie, jak gdyby jakaś nad wyraz złośliwa osoba wstawiła niewidzialny młotek, gdzieś pod sklepieniem czaszki, a on uderzałby z coraz większą intensywnością. Nie było jeszcze tak, żeby nie wiedziała dokąd zmierza, którą drogę obrać. Nie wiedziała dlaczego idzie i po co. Nie wiedziała nawet czy chce gdziekolwiek dojść. To jakby spacer późną nocą donikąd, kiedy z każdym kolejnym krokiem i każdym kolejno przemierzonym metrem coraz mniej wiesz czy chcesz iść i coraz bardziej boisz się ciemności. To było jej życie. A przecież dotąd wszystko było tak proste, tak banalne, tak naturalne. Nie musiała się zastanawiać czego chce od świata, wiedziała co chce i może światu dać. Teraz najprostsza czynność zdawała się być ogromnym wyzwaniem, a jej wykonanie nie było zwieńczone radością, lecz bólem i pytaniem jak długo uda jej się tak wytrzymać. Czy większa samoświadomość nie powinna wiązać się z radością? Odkrywając swoje potrzeby, poznając siebie lepiej, wiemy czego chcemy, nad czym winniśmy pracować i jak sobie z tym radzić. Nie powinniśmy cierpieć. Ale ona wiedziała. Wiedziała, że tu chodzi o coś więcej. Teraz już wiedziała.

- To chcesz tę jajecznicę czy nie? - zapytał Janek. - Mam świadomość tego, że nie jestem najlepszym kucharzem świata, natomiast śmiem nieskromnie twierdzić, że całkiem niezły ze mnie jajeczniczarz.

- Jaje-co? - zaśmiała się, nawet całkiem szczerze. Ah, czyli są w niej jeszcze jakieś resztki tej dziecięcej radości. Dzięki Bogu. - Czy jajeczniczarz nie brzmi jak nazwa jakiejś dziwnej pasty, którą smaruje się chleb? Coś jak paprykarz, ale z jajek?

Janek zachichotał cicho pod nosem. Dobrze było zobaczyć ją taką. Ostatnimi czasy ciężko przebić się przez jej pancerz, który z każdym dniem zdaje się coraz grubszy.

Nic już nie było takie samo, odkąd Zosia odkryła, że nie jest normalną dziewczyną. Czasem wracała myślami do czasów, kiedy jej życie było tak banalne i do bólu nudne. Brakowało jej nudy i spokoju. Teraz już jest inaczej. Teraz Zosia ma misję. Ale przecież nie powinna być zaskoczona. Przecież od zawsze wiedziała, że została stworzona do czegoś więcej. Wiedziała, że jest przewidziany dla niej jakiś większy plan. Mimo to, nie była na to gotowa. 

Chyba tak naprawdę chciała być tą zwykłą dziewczyną, tą z korporacji, której każdy dzień zaczynał się od nudnej, czarnej kawy, raportów i spotkań biznesowych. 

Tymczasem, ktoś gdzieś zadecydował, że Zosia będzie zmieniać świat, że to ona będzie pomagać innym, samej przy tym cierpiąc. O losie, przecież to takie naturalne i każdy tego pragnie! 

Wróciła myślami do tego momentu. Do tego dnia. Pamiętała go tak dobrze, tak wyraźnie, jak gdyby w jej głowie znajdowała się specjalna półeczka z płytami, na których to znajdowały się najtrudniejsze momenty jej życia, posegregowane według dat. Te szczęśliwe momenty też tam były. Ale to właśnie te trudne chwile były nagrane w wysokiej jakości. Ten dzień, krótko po przeprowadzce do Pragi. A miał być tak normalny… Jak każdy inny. W drodze do pracy, w metrze poczuła nagle ból w okolicach klatki piersiowej. Była pewna, że to nic, że to jej głowa, że kolejny atak paniki. Znała to uczucie. Wiedziała z czym się to wiąże. Ale to nie był ten atak, który tak dobrze znała, to nie był lęk. To było coś więcej. Wtedy jej oczom ukazała się dziwna postać. Nie miała ona ust, włosów, miała natomiast ogromne, czarne oczy. Przez chwilę Zosia myślała, że to tylko jej wyobraźnia i karciła się w myślach, że daje się znów oszukiwać własnemu umysłowi. Zaczęła się rozglądać wokół, z nadzieją, że nie zwariowała, że inni przecież widzą to, co ona. Nie widzieli. Zamknęła oczy. Bała się je otworzyć, tak bardzo chciała, żeby po ich otworzeniu postać ta zniknęła tak szybko, jak piwo z kufli w pobliskich barach na Žižkovie. Serce dudniło jej tak głośno, że mogłaby przysiąc, iż zagłuszało nawet łomot starego metra pędzącego po torach. Chwile przeciągały się w nieskończoność. Każda sekunda trwała wieczność. Otworzyła oczy. Dziwna postać stała tuż obok niej, patrząc jej prosto w oczy. 

  Była zagubiona. Jej myśli dudniły w głowie, jak gdyby jakaś nad wyraz złośliwa osoba wstawiła niewidzialny młotek, gdzieś pod sklepienie...